sobota, 29 października 2016

Mój pierwszy kominek do aromaterapii oraz woski Yankee Candle :)

Nadeszła jesień a wraz z nią długie, zimne i deszczowe wieczory. O tej porze lubię, gdy dom przepełnia się ciepłymi jesienno-zimowymi zapachami. Zaczynam się świątecznie nastrajać :) Nastrój poprawiają mi korzenne aromaty - jabłko z cynamonem jest moim ulubionym! Jeżeli chodzi o odświeżacze powietrza, dotychczas najczęściej używałam odświeżaczy elektrycznych oraz dyfuzorów zapachowych z patyczkami. Słyszałam jednak wiele dobrego o kominkach zapachowych i sama postanowiłam się w taki zaopatrzyć :) Poniżej mój najnowszy nabytek. Został zakupiony w sklepie Stara Mydlarnia. Kosztował 25zł. Jestem z niego bardzo zadowolona. Gładka powierzchnia sprawia, że bez problemu można z niego zetrzeć zabrudzenia oraz pozostałości wosku.  

Do mojego kominka zdecydowałam się zakupić woski Yankee Candle, choć w sklepie proponowano mi również olejki eteryczne, które podobno też fajnie się sprawdzają :) 


Na początek zdecydowałam się tylko na dwa zapachy, aby sprawdzić czy woski będą spełniać moje oczekiwania:
- Tarte Tatin/Tarta Z Jabłkami - Zapach świeżo upieczonej tarty z jabłkami z dodatkiem aromatycznych przypraw i wanilii;
- Christmas Memories/Świąteczne Wspomnienia - Zapach świątecznego domu - przypraw korzennych i wypieków.
Czas uwalniania: 8 godzin
Pojemność: 22 g 
Woski zakupiłam, podobnie jak kominek w sklepie Stara Mydlarnia, w cenie 7,50zł za sztukę.

Woski mają kształt malutkiej tarty i są szczelnie zafoliowane, posiadają piękną etykietę, która doskonale komponuje się z nimi kolorystycznie i zawiera wszystkie podstawowe informacje. Mimo szczelnego opakowania, jest przez nie wyczuwalny zapach, więc wosku nie kupujemy w ciemno. 

Jak wynika z moich obserwacji zapach wosku jest wyczuwalny o wiele dłużej, aniżeli podaje producent. Jedno opakowanie podgrzewałam przez 5 dni, każdego dnia średnio po 6 godzin i aromat jest ciągle wyczuwalny. Może trochę mniej intensywny niż na początku, jednak spokojnie można go jeszcze używać :) Jeżeli chodzi o pojemność wosku, po tylu dniach użytkowania nie zauważyłam, aby się zmniejszyła. Po 5 dniach podgrzewania jednego wosku doszłam do wniosku, że pora na zmianę zapachu, lecz aby go nie wyrzucać, wyłożyłam do pudełeczka i szczelnie zamknęłam. Gdy usunęłam wosk, dokładnie umyłam kominek, jednak słyszałam, że po zmieszaniu różnych zapachów wychodzą czasami bardzo ciekawe kompozycje. 
Po wyłożeniu całego opakowania pierwszego wosku do kominka doczytałam w internecie, że można znacznie przedłużyć czas uwalniania zapachu jeżeli będziemy dzielić wosk na mniejsze kawałeczki - wtedy 8 godzin uwalniania będzie się odnosić do każdej z części. Drugi wosk podzieliłam więc na 4 kawałki. 

Teraz kwestie zapachowe... Wiadomo, że każdy z nas ma inny gust, dlatego fajnie, że Yankee ma w swojej ofercie tak ogromny wybór aromatów :) Zapachy, na których zakup się zdecydowałam przypadły mi do gustu. Pewnie dlatego, że bardzo lubię intensywne zapachy, z nutą przypraw korzennych. Może przez pierwsze 6 godzin zapach był trochę za mocny, nawet lekko duszący, ale przy następnym podgrzewaniu stał się już dużo przyjemniejszy. Może to też kwestia przyzwyczajenia. Jedno mogę stwierdzić na pewno - piękny zapach roznosi się po całym domu! 

Początkowo zastanawiałam się nad zakupem świecy YC, ale ich cena jest naprawdę wysoka. W sklepie Stara Mydlarnia:
- 104 g - 44 zł
- 411 g - 84 zł
- 623 g - 104 zł
Nie chciałam inwestować tak dużej sumy pieniędzy w zapach, który może mi się nie spodobać. Wolę więc na podstawie wosków znaleźć swój ulubiony aromat i wtedy ewentualnie zdecydować się na zakup takiej świecy.


Do kominka używam najzwyklejszych, bezzapachowych podgrzewaczy. Za opakowanie 30 sztuk zapłaciłam w Rossmannie 6,99zł. Jedna sztuka wystarcza średnio na 5 godzin ciągłego użytkowania.


Czy warto kupić woski Yankee Candle? Jeżeli tak jak ja zastanawialiście się nad tym od dłuższego czasu to myślę, że pora zdecydować się na ich zakup. Są naprawdę tanie. Gdyby zapach miał się utrzymywać tylko przez 8 godzin, może cena byłaby wygórowana, ale czas jego uwalniania jest duuuuuużo dłuższy. I to jest ogromnym plusem! Jeśli lubicie kiedy w domu roznosi się piękny zapach, nie ma na co czekać. Wybór zapachów jest tak ogromny, że na pewno każdy znajdzie coś dla siebie.


Czy Wy również używacie wosków Yankee Candle? A może mieliście okazję stosować świece tej firmy? Jakie są Wasze ulubione zapachy? Zapraszam do dyskusji :)

poniedziałek, 24 października 2016

Plastry oczyszczające nos Purederm - czy warto w nie zainwestować?

Witajcie! Dziś chcę Wam przedstawić produkt, który stosuję od dłuższego czasu - oczyszczające plastry na nos Purederm. Od wielu lat moim problemem jest masa wągrów na nosie, z którymi toczę nierówną walkę. Mój cały nos jest pokryty wielkimi, czarnymi kropkami. Na co dzień staram się je maskować za pomocą podkładu, ale chociaż nie wiem ile bym go nałożyła to i tak całkowicie ich nie pokryje, ponadto zabieg trzeba powtarzać kilka razy w ciągu dnia. Wiadomo, że najskuteczniejszym sposobem jest oczyszczanie twarzy u kosmetyczki, jednak ja postanowiłam wypróbować tańszą alternatywę.


Jak zapewnia producent:
Purederm Botanica Choice plastry na nos to skuteczna terapia oczyszczająca przeznaczona do odtykania porów i usuwania wągrów. Aktywna warstwa wnika głęboko w pory, dokładnie oczyszczając skórę  z nadmiaru sebum i zanieczyszczeń, pozostawiając skórę czystą i gładką. Już po pierwszym użyciu widoczna będzie poprawa stanu skóry, pory szczelniejsze, czystsze i mniej widoczne.

Skład:
Aqua, Acrylates Copolymer, PVP, Polyvinyl Alcohol, Silica, PEG-12, Dimethicone, Titanium Dioxide, Dipotassium Glycyrrhizate, Allantoin, Hamamelis Virginiana Extract, Parfum.

Opisane plastry zostały zakupione w Biedronce. Za opakowanie zawierające 6 sztuk zapłaciłam 7,99zł.  

Wszystkie plastry są zapakowane w tekturowe pudełeczko a oprócz tego każdy z osobna jest szczelnie zamknięty w saszetce, która posiada nacięcie ułatwiające otwieranie.


Aplikacja plastrów jest bardzo prosta. Należy dokładnie oczyścić twarz. Suchymi rękoma odkleić plastikową warstwę ochronną z plastra, zwilżyć skórę nosa oraz dokładnie docisnąć, aby usunąć pęcherzyki powietrza. Po 15-20 minutach (całkowitym wyschnięciu) plasterek można usunąć zaczynając od brzegów nosa i pociągając w kierunku jego środka.

Produkt oceniam pozytywnie. Co prawda nie zdziałał cudów, ale usunął naprawdę sporą ilość wągrów. Niestety podczas naklejania pojawiły się pęcherzyki powietrza, szczególnie na skrzydełkach nosa (pomimo dokładnego zwilżenia i mocnego dociśnięcia plaster nie chciał się równomiernie przykleić). A szkoda, bo w tych właśnie miejscach wągrów mam najwięcej. Oprócz tego, po odklejeniu plastra odczuwałam swędzenie i mrowienie, które utrzymywało się przez około pół godziny. 

Podsumowując - oczyszczanie twarzy plastrami na pewno nie dorówna temu, które jest wykonywane w salonie kosmetycznym. Możemy jednak 1-2 razy w tygodniu zafundować sobie taki zabieg. Po dłuższym czasie systematycznego stosowania na pewno będzie widoczna poprawa :) Myślę, że za te pieniądze produkt jest godny uwagi.

Czy Wy również stosujecie plastry oczyszczające w celu pozbycia się wągrów? A może macie inne sprawdzone sposoby?

czwartek, 20 października 2016

Jesienna regeneracja włosów z szamponem odbudowującym Insight oraz suplementem diety Merz Special.

W dzisiejszym wpisie chcę Wam przedstawić mój sposób na odbudowę włosów po lecie. Moje najnowsze kosmetyczne odkrycie to odbudowujący szampon do włosów Insight Damaged Hair. Dobór odpowiedniego szamponu to w moim przypadku nie lada wyzwanie. Posiadam cienkie, szybko przetłuszczające się włosy, które są bardzo zniszczone suszeniem, prostowaniem oraz farbowaniem. Trudno było dobrać szampon, który doskonale regenerował włosy, jednocześnie ich nie obciążając... I w końcu udało się. Trafiłam na ten oto produkt. Kupując go miałam trochę sceptyczne podejście do jego cudownego działania, o którym byłam zapewniana podczas zakupów. Dotychczas stosowałam głównie szampony normalizujące do włosów szybko przetłuszczających się. Mimo wielu podejść do szamponów regenerujących, z żadnego zakupu nie byłam zadowolona. Po większości tego typu produktów włosy były "przyklapnięte", brakowało im objętości... Szampon Insight to całkowite zaprzeczenie stosowanych przeze mnie wcześniej kosmetyków. Włosy są po nim widocznie zregenerowane, gładkie i lśniące nie tracąc przy tym objętości. Różnicę widać już po pierwszym użyciu. Produkt jest niezwykle wydajny (wystarczy odrobina, aby dokładnie umyć włosy) oraz bardzo dobrze się pieni. Posiada delikatny zapach. Poręczne opakowanie z pompką ułatwia dozowanie produktu. Dostępne są dwie pojemności kosmetyku - 500ml oraz 1000ml. Jak dla mnie brakuje troszeczkę pojemności 250ml :) W moim przypadku szampon na tyle dobrze radzi sobie z regeneracją włosów, że nie muszę już stosować żadnej odżywki (aby nie obciążyć zbytnio włosów), ale oczywiście odżywka z tej serii również jest dostępna. 
Firma oferuje produkty stworzone na potrzeby różnych rodzajów włosów. Warto zapoznać się z jej ofertą. Myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie :) 


Skład produktu: Aqua (Water),Sodium Coceth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Argania Spinosa Kernel Oil, Oryza Sativa (rice) Bran Oil, Triticum Vulgare (Wheat) Seed Extract, Olea Europea (Olive) Fruit Oil, Hydrogenated Olive Oil, Tocopherol, Citric Acid, Sodium Chloride, Glycerin, Parfum (Fragrance), Magnesium Nitrate, Magnesium Chloride, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone

Nie zawiera: SLS, SLES, parabenów, silikonów, sztucznych barwników, alergenów zapachowych oraz olejów mineralnych.
 
Zawiera: Organiczne ekstrakty z kiełków pszenicy, masła z oliwek, oleju arganowego i oleju z ryżu. 

Za opakowanie 500ml zapłaciłam 36zł. 

Poniżej link do sklepu internetowego, w którym dostępne są produkty marki Insight:
http://glamlook.pl/pol_m_Marki_Insight-1656.html



Aby skutecznie zregenerować włosy nie wystarczy zewnętrzna pielęgnacja. Potrzebne jest również działanie od wewnątrz.  Ja stawiam na suplement diety Merz Special. Produkt odżywia nie tylko włosy, ale również skórę i paznokcie. Efekty nie są natychmiastowe, choć pierwsze zauważyłam już po miesiącu stosowania. Włosy zaczęły mniej wypadać, paznokcie nie rozdwajały się już tak bardzo jak przed rozpoczęciem kuracji, skóra stała się bardziej gładka i rozpromieniona. Jednak na bardziej widoczne efekty musimy poczekać około 3 miesięcy. Ja właśnie rozpoczynam 5 miesiąc kuracji i na podstawie własnych obserwacji mogę stwierdzić, że naprawdę warto zainwestować w ten produkt.
 

Skład: Witamina C, amid kwasu nikotynowego, witamina E, tlenek magnezu, kwas pantotenowy, fumaran żelaza (II), tlenek cynku, stearynian magnezu, witamina B6, witamina B2, witamina B1, witamina B12, krzemionka koloidalna, witamina A, folacyna, biotyna, cysteina, metionina.

Za opakowanie 60 drażetek (30-dniową kurację) musimy zapłacić około 35zł. 


A jakie są Wasze sposoby na skuteczną regenerację włosów?  Zapraszam do dyskusji :)

niedziela, 16 października 2016

Biżuteria ze stali chirurgicznej - kupować czy nie?

O biżuterii ze stali chirurgicznej słyszałam już dawno, lecz dopiero przed kilkoma tygodniami zdecydowałam się na jej zakup. Dlaczego tak późno? Byłam trochę sceptycznie nastawiona do jej trwałości... Na stronie jednego ze sklepów internetowych oferujących taką biżuterię przeczytałam bowiem adnotację, że z biżuterią nie należy brać kąpieli, myć naczyń (aby nie była w kontakcie z żadnymi płynami i chemicznymi produktami). Ja zdecydowałam, że nie będę jej oszczędzała i przeprowadzę test, aby sprawdzić czy jest faktycznie tak wytrzymała jak zapewniają producenci. Zdecydowałam się na zakup bardzo delikatnej bransoletki, z małymi przywieszkami tak, abym czuła się w niej komfortowo i nie musiała jej ciągle zdejmować. Za bransoletkę widoczną na zdjęciach poniżej zapłaciłam 35zł (razem z usługą skrócenia, by idealnie dopasować ją do rozmiaru nadgarstka). 
Co przede wszystkim skusiło mnie do zakupu biżuterii ze stali chirurgicznej? Jej wygląd i cena. Długo zastanawiałam się nad zakupem bransoletki ze złota, na którą musiałabym jednak wydać znaczną sumę pieniędzy. Taka bransoletka wyglądem nie odbiega od złotej, za to jej cena jest nieporównywalnie niższa :)


Producenci zapewniają:
Stal chirurgiczna jest najbardziej odporna na korozję, a także jest hipoalergiczna, więc nie powoduje reakcji uczuleniowych. Jest idealna do tworzenia biżuterii, ponieważ nie śniedzieje, nie rdzewieje, nie łamie się, nie kruszy się i jest bardzo wytrzymała. 

Jak to wygląda w rzeczywistości? 
Bransoletka przedstawiona na zdjęciach została kupiona 3 tygodnie temu i od tej pory nie zdejmowałam jej nawet na chwilę, aż do dnia dzisiejszego. Wykonywałam w niej wszystkie domowe czynności (zmywałam naczynia, prałam, sprzątałam) i naprawdę nie zauważyłam, aby coś się z nią stało. Pomimo bardzo cienkiego łańcuszka jest na tyle wytrzymała, że nie zerwała się ani razu. Jej wygląd jest taki sam jak w dniu zakupu. Nie odbarwiła się, nie zarysowała a co najważniejsze nie wywołała uczulenia na mojej alergicznej skórze.


Reasumując... czy warto kupić biżuterię ze stali chirurgicznej? Zdecydowanie TAK. Uważam, że nie ma sensu inwestować w biżuterię sztuczną (metalową), ponieważ z własnego doświadczenia wiem, że nie jest ona wytrzymała. Nie tylko czernieje, ale też odbarwia skórę i ma brzydki, metaliczny zapach. Jej cena jest porównywalna z tą ze stali chirurgicznej, natomiast jakość dużo niższa. 

Po 3 tyg użytkowania bransoletki ze stali chirurgicznej dostrzegłam następujące zalety tego typu biżuterii:
- nie zmienia koloru, nie koroduje i nie utlenia się;
- jest odporna na zarysowania;
- jest odporna na działanie wody i detergentów;
- nie powoduje reakcji alergicznych;
- nie wymaga specjalnej pielęgnacji.  

Czy są wśród Was posiadaczki biżuterii ze stali chirurgicznej? Jakie są Wasze opinie na temat jej użytkowania?

środa, 12 października 2016

Comme une Evidence - zapach, któremu jestem wierna od lat!

Długo zastanawiałam się nad swoim pierwszym wpisem na blogu i postanowiłam, że przedstawię Wam moje ulubione perfumy Comme une Evidence firmy Yves Rocher. Towarzyszą mi one od wielu lat. Powiem szczerze, że nawet nie jestem w stanie policzyć ile opakowań już zużyłam. To była miłość od pierwszego psiknięcia :) Robiłam wiele podejść do innych zapachów, lecz po chwilowej fascynacji zawsze wracam do tych perfum!!! A co więcej, skutecznie zaraziłam miłością do nich wiele osób ze swojego otoczenia. Jeśli jeszcze nie miałyście okazji ich wypróbować to z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć - polecam, naprawdę warto!



Jak podaje producent to bardzo kobiecy zapach uwodzący harmonijną czystością i naturalną elegancją
Kompozycja zapachowa:
Nuta głowy: liść fiołka 
Nuta serca: jaśmin, dzika konwalia 
Nuta głębi: paczula, mech.

 Zapach jest dostępny w kilku wariantach (i pojemnościach):
- perfumy (30ml)
- intensywna woda perfumowana (50ml)
- woda perfumowana (50ml, 100ml)
- woda toaletowa (75ml)
- perfumowany dezodorant (100ml)
- perfumowany żel pod prysznic (200ml)
- perfumowane mleczko do ciała (200ml)
Moim ulubionym wariantem jest woda perfumowana, chociaż woda toaletowa również jest bardzo fajnym rozwiązaniem na gorące, letnie dni.

Według mnie zapach jest odpowiedni zarówno na co dzień, jak i na wielkie wyjścia. Używam go niezależnie od pory roku. Jest lekki i niezwykle kobiecy, daje poczucie pewności siebie. Przyciąga uwagę i śmiało mogę powiedzieć, że wzbudza zachwyt. Często jestem pytana "Co to za piękne perfumy?"

Jeżeli chodzi o trwałość - zapach utrzymuje się długo zarówno na skórze, jak i na ubraniach, dzięki czemu nie musimy ciągle sięgać po niego do torebki.

Tutaj są dostępne wszystkie opisane wyżej produkty, wraz ze szczegółowym opisem i cenami:
http://www.yves-rocher.pl/tag/f/10,gama,11,comme-une-evidence
Polecam zakupy w sklepie internetowym Yves Rocher :) Można tam upolować wiele fajnych produktów w promocyjnych cenach a do każdego zamówienia dodawane są gratisy!

Czy są wśród Was użytkowniczki perfum Comme une Evidence?
Zapraszam do dyskusji w komentarzach :)