poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Rokitnikowa pomadka ochronna Sylveco.

Witajcie po dłuższej przerwie! Jak już wiecie od niedawna jestem fanką kosmetyków marki Sylveco. Tym razem postanowiłam sięgnąć po rokitnikową pomadkę ochronną o zapachu cynamonu. Zarówno w okresie zimowym, jak i letnim pomadki są moim absolutnym niezbędnikiem i nie rozstaję się z nimi na krok. Moje usta strasznie wysychają i pękają, dlatego jestem szczególnie wymagająca jeśli chodzi o tego rodzaju kosmetyki. Dotychczas używałam przede wszystkim pomadek Nivea oraz Neutrogena. Byłam zadowolona z ich działania, jednak postanowiłam spróbować czegoś nowego i ten produkt okazał się strzałem w dziesiątkę. Jeżeli chcecie poznać szczegóły mojego testowania zapraszam do przeczytania dalszej części wpisu. 


Opis producenta:
Rokitnikowa pomadka ochronna o zapachu cynamonu znakomicie nawilża i natłuszcza usta, zapobiega ich pękaniu i wysychaniu. Doskonale chroni przed słońcem, wiatrem i mrozem. Zawiera bogaty w witaminy i przeciwutleniacze olej rokitnikowy, sprawiając, że usta są odżywione, miękkie i elastyczne. Aktywny składnik – betulina – działa kojąco i regenerująco na podrażnienia, łagodzi objawy opryszczki. Pomadka posiada delikatny zapach cynamonu.

Skład:

Pomadka ma formę wygodnego sztyftu mieszczącego się w plastikowym pojemniczku, który ponadto jest zapakowany w tekturowe opakowanie utrzymane w biało-pomarańczowej tonacji i zawierające podstawowe informacje o produkcie (również ciekawostkę o rokitniku, który jest składnikiem produktu).


Plastikowe opakowanie nie sprawia wrażenia zbyt wytrzymałego, ale nie miałam takiej sytuacji, aby zostało uszkodzone (w internecie czytałam wiele takich opinii). Być może powodem tego był sposób przechowywania - pomadkę trzymałam w osobnej kieszonce torebki, gdzie nie była szczególnie narażona na zgniecenie, nie zdarzyło mi się również aby upadła. Sam sztyft ma intensywny żółty kolor przypominający wosk pszczeli, który nie zabarwia jednak ust. Jeżeli chodzi o zapach, nie wyczułam tutaj cynamonu. Jest on dość specyficzny, trudny do określenia. Na pewno trzeba się do niego przyzwyczaić. 

Produkt zakupiłam w sklepie zielarskim, jednak jest on również dostępny w sklepie internetowym firmy, jak również w wielu aptekach. Za opakowanie o pojemności 4,6 g musimy zapłacić około 10zł, więc jej cena nie odbiega szczególnie od cen innych pomadek.


Z działania produktu jestem bardzo zadowolona. Pomadka spełnia wszystkie moje oczekiwania. Doskonale natłuszcza i odżywia nawet bardzo przesuszone usta. Efekt nawilżenia jest odczuwalny zaraz po zastosowaniu. Jest on długotrwały, dzięki czemu nie musimy co chwila sięgać po pomadkę. Jej wydajność jest dzięki temu bardzo zadowalająca. Po jej użyciu usta są ładnie nabłyszczone, wyglądają jak po zastosowaniu bezbarwnego błyszczyka. Stosuję ją również pod kolorową szminkę. Doskonale wygładza usta, dzięki czemu kolorowe kosmetyki znacznie lepiej się prezentują. Jedynie w kwestii zapachu byłam trochę rozczarowana. Nie dlatego, że jest on nieprzyjemny. Po prostu wyobrażałam sobie, że będzie to aromat mojego ulubionego cynamonu, a ten w niczym go nie przypomina. Za to daję więc malutki minusik. Pozytywnie zaskoczył mnie natomiast skład kosmetyku, który jest naprawdę naturalny. Być może dlatego moje usta tak bardzo się z nim polubiły. Pomadka nie jest zbyt miękka, dzięki czemu nie kruszy się ani nie łamie podczas aplikacji. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że stan moich ust bardzo się poprawił. Nie łuszczą się i nie pękają tak jak dawniej. To kosmetyk, który mogę Wam szczerze polecić :)

Oprócz opisanej przeze mnie pomadki rokitnikowej w asortymencie firmy jest dostępna także brzozowa pomadka ochronna z betuliną oraz odżywcza pomadka z peelingiem. Wersja peelingująca szczególnie mnie zaciekawiła i zastanawiam się nad jej zakupem. 

Czy miałyście okazję stosować pomadki ochronne tej firmy? Byłyście z nich równie zadowolone czy nie przypadły Wam do gustu?

czwartek, 6 kwietnia 2017

Eliksir Przeciwtrądzikwy Purles - skuteczny pogromca niedoskonałości.

Przyszedł czas na recenzję kosmetyku, który bardzo zachwycił mnie swoim działaniem. Mowa o przeciwtrądzikowym eliksirze firmy Purles. Jeżeli jesteście ciekawe efektów 30-dniowej kuracji tym fantastycznym produktem zapraszam do przeczytania dalszej części wpisu. 

O firmie Purles dowiedziałam się od znajomej kosmetyczki, która poleciła mi stosowanie tego eliksiru po zabiegu oczyszczania twarzy.  Początkowo byłam do niego trochę sceptycznie nastawiona, ale od wielu lat zmagam się z uporczywymi niedoskonałościami i perspektywa pozbycia się trądziku "na dobre" bardzo skusiła mnie do jego zakupu.


Opis producenta:
Serum oczyszczające to 30-dniowa kuracja dla skóry tłustej z zaskórnikami i stanami zapalnymi. Pozwala maksymalnie skoncentrować działanie zawartych składników aktywnych, w miejscu rozwoju bakterii, przyspieszając, tym samym, gojenie zmian znajdujących się głęboko w skórze. Dzięki zawartości kwasu salicylowego, produkt oczyszcza i zwęża pory, odblokowuje ujścia gruczołów łojowych oraz ogranicza rozwój bakterii odpowiedzialnych za powstawanie trądziku. Dodatkowo ekstrakty roślinne i owocowe rozjaśniają przebarwienia pozapalne, głęboko nawilżają, regenerują i wygładzają. Efektem stosowania produktu jest szybka i widoczna poprawa kondycji skóry. Dzień po dniu cera staje się zdrowsza, nabiera jednolitego wyglądu, a niedoskonałości zostają zredukowane.


Kosmetyk mieści się w szklanej buteleczce z nakrętką z dozownikiem w formie pipety, która ułatwia dozowanie produktu. Ponadto eliksir jest zapakowany w tekturowy kartonik utrzymany w niebiesko-białej kolorystyce, z różowymi akcentami zawierający podstawowe informacje dotyczące produktu. Opakowanie jest zaplombowane srebrną naklejką, dzięki czemu mamy pewność, że nikt przed nami nie otwierał eliksiru. Jeżeli chodzi o zwartość opakowania, do złudzenia przypomina ona olejek - zarówno konsystencją, jak i kolorem. Jego zapach jest bardzo przyjemny, niezbyt intensywny, długo się utrzymuje. Sprawia, że kosmetyk stosuje się z ogromną przyjemnością.

Za opakowanie o pojemności 30 ml musimy zapłacić 66 zł. Produkt jest dostępny w sklepie internetowym firmy Purles, jak również w salonach kosmetycznych współpracujących z firmą. 
 

Skład: Aqua (Water), Propylene Glycol, Glycerin, Vaccinium Myrtillus Fruit Extract, Triethanolamine, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Saccharide Isomerate, Saccharum Officinarum (Sugar Cane) Extract, Phenoxyethanol, Salicylic Acid, Citrus Limon (Lemon) Fruit Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Cellulose Gum, Parfum (Fragrance), Chlorphenesin, Acer Saccharinum (Sugar Maple) Extract, Glycosaminoglycans, Benzoic Acid, Citric Acid, Sodium Citrate, Dehydroacetic Acid, Sodium Hyaluronate, Mathylpropanediol, C.I. 19140 (FD&C Yellow No. 5), Caprylyl Glycol, C.I. 42090 )FD/C Blue No. 1=, Sodium Chloride, Sodium Sulfate, Phenzlpropanol. 

 
Przejdźmy teraz do najistotniejszej kwestii, czyli działania kosmetyku. Jak podaje producent, serum należy używać przez 30 dni - na noc. Ja stosowałam się ściśle do tych zaleceń i mogę szczerze powiedzieć, że stan mojej cery diametralnie się poprawił. Przez cały miesiąc kuracji na mojej twarzy nie pojawiła się ani jedna krostka. Początkowo nie spodziewałam się tak pozytywnego działania ze względu na konsystencję produktu, która do złudzenia przypomina olejek (moja cera niezbyt toleruje taką formę kosmetyków). Pomimo swojej konsystencji produkt dość szybko się wchłania, skóra po jego zastosowaniu nie świeci się, ani nie jest lepka. Eliksir z łatwością rozprowadza się, a dozownik w formie pipety jest dla mnie strzałem w dziesiątkę - zdecydowanie ułatwia pobranie odpowiedniej ilości. Byłam bardzo zaskoczona wydajnością kosmetyku. Myślałam, że pojemność 30 ml wystarczy dokładnie na miesiąc kuracji, a nawet miałam początkowo wątpliwości czy produktu nie zabraknie. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, po 30 dniach stosowania pozostała jeszcze połowa opakowania. Produkt jest świetny, tak więc nie chcę aby pozostała ilość się zmarnowała. Myślę, aby po miesiącu lub dwóch przerwy powtórzyć kurację w celu podtrzymania efektu. Kosmetyk nie wywołał na mojej skórze absolutnie żadnych reakcji alergicznych. Nie ma mowy o zaczerwienieniach, pieczeniu czy swędzeniu. Zauważyłam, że przy regularnym stosowaniu skóra przestała nadmiernie się przetłuszczać. Ponadto pory stały się wyraźnie zwężone, a rozwój trądziku został całkowicie zahamowany. Być może sam zabieg oczyszczania zdziałał dla mojej skóry wiele dobrego, nie mniej jednak uważam, że ten eliksir wzmocnił jego efekt. Kurację zakończyłam tydzień temu. Teraz całkowicie przerzuciłam się na krem z THALGO, który recenzowałam TUTAJ i póki co jestem bardzo zadowolona z efektów. Może cena kosmetyku nie jest zbyt zachęcająca, ale efekty kapitalne. Szczerze polecam ten produkt!!!


Czy miałyście okazję stosować ten eliksir? A może polecacie inne kosmetyki firmy Purles? :)

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Rozdanie niespodzianka - termin zgłoszeń do 05.05.2017r.



Witajcie! Zapraszam Was na kolejne rozdanie na moim blogu. Tym razem do wygrania paczka-niespodzianka pełna kosmetyków do pielęgnacji ciała. Jeżeli chcecie wziąć udział w zabawie zapraszam do zgłaszania się. Zgłoszenia przyjmowane będą do 5 maja 2017 roku do północy. Zasady są bardzo proste a nagrodę otrzyma jeden uczestnik wybrany drogą losową. Należy zaobserwować publicznie mojego bloga oraz w komentarzu pod tym postem zamieścić uzupełniony wzór zgłoszenia. Baner rozdaniowy zamieszczacie na swoim blogu - bez znaczenia czy będzie to pasek boczny czy oddzielna zakładka. Można także zamieścić baner na portalu społecznościowym lub profilu na Instagramie.

REGULAMIN:
1. Organizatorem rozdania jest właściciel bloga.
2. Rozdanie przeprowadzane jest na zasadach określonych niniejszym regulaminem i przepisami obowiązującego prawa.
3. Rozdanie przeznaczone jest dla osób będących publicznym obserwatorem bloga oraz zamieszkałych na terenie Polski.
4.Zgłoszenia są przyjmowane do 5 maja 2017 roku do godziny 24.00. Zgłoszenia wysłane po tym terminie nie będą brane pod uwagę.
5. Zwycięzca konkursu - wyłonionego drogą losową zostanie ogłoszony w ciągu 7 dni od daty zakończenia konkursu na łamach bloga pod tym wpisem.
6. Jeśli zwycięzca nie zgłosi się w ciągu 7 dni od zakończenia konkursu, nagroda przepada.
7. Nagrodą jest paczka-niespodzianka. 
8. Nagroda wysyłana tylko na terytorium Polski
9. Zamieszczając komentarz zawierający chęć udziału w rozdaniu uczestnik wyraża zgodę na akceptację niniejszego regulaminu oraz na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z Ustawą o Ochronie Danych Osobowych (Dz.U.Nr 133 pozycja 883).
10. Organizator zastrzega sobie możliwość wprowadzenia zmian w regulaminie w wyjątkowych sytuacjach.
11. Rozdanie nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz.U. z 2004 roku Nr 4 poz. 27 z późniejszymi zmianami).



WZÓR ZGŁOSZENIA: ZGŁASZAĆ MOŻECIE SIĘ JUŻ DZISIAJ!
obserwuję jako:
baner udostępniam: podaj miejsce, w którym zamieściłaś baner rozdaniowy oraz link do swojego bloga/Instagramu/profilu:
e-mail:



środa, 29 marca 2017

Dobry kosmetyk wcale nie musi być drogi... Recenzja oczyszczająco-łagodzącego żelu do mycia twarzy Herbal Garden.

Witam i zapraszam na nowy wpis. Dziś chciałam przedstawić Wam moje najnowsze odkrycie jakim jest oczyszczająco-łagodzący żel do mycia twarzy Herbal Garden firmy Eva Natura z ekstraktem z czerwonej koniczyny. Jeżeli chodzi o ten produkt, do zakupu skusiła mnie jego niska cena. Za opakowanie o pojemności 150 ml zapłaciłam jedyne 3,90zł, więc aż żal było nie skorzystać z takiej promocji. Na początku byłam do niego trochę sceptycznie nastawiona. Za taką kwotę nie spodziewałam się cudów, jednak produkt bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Jeśli jesteście ciekawi za co go polubiłam, zapraszam do dalszej lektury.


Kosmetyk mieści się w poręcznej tubce z zamknięciem typu klik utrzymanej w biało-zielonej tonacji, na której widnieje rysunek koniczynki. Jeśli chodzi o konsystencję produktu, jest ona na tyle gęsta, że nie wylewa się dłoni i łatwo rozprowadza się na skórze. Żel jest przezroczysty. Doskonale się pieni, co pozwala na dokładne oczyszczenie twarzy przy użyciu niewielkiej ilości kosmetyku.

Opis producenta:


Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Cocamide DEA, Glycerin, Sodium Chloride, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Allantoin, Trifolium Pratense (Clover) Flower Extract, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Parfum, Lactic Acid, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone / Methylisothiazolinone, Propylene Glycol, Tetrasodium EDTA, Limonene, Linalool.


Jeżeli chodzi o działanie produktu, jestem z niego bardzo zadowolona. Żel świetnie oczyszcza skórę z zanieczyszczeń i pozostałości makijażu. Nie zauważyłam nadmiernego wysuszenia oraz uczucia ściągnięcia. Na mojej tłustej i skłonnej do zmian trądzikowych aczkolwiek alergicznej skórze sprawdził się doskonale. Nie wywołuje pieczenia, swędzenia, ani zaczerwienień. Odniosłam wrażenie, że produkt reguluje także wydzielanie sebum. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że skóra dużo słabiej się przetłuszcza i mniej błyszczy. Jak już wcześniej wspominałam, wydajność jest również bardzo zadowalająca. Jego zakup był totalnym impulsem, jednak nie żałuję. Ostatnio stosowałam tymiankowy żel do mycia twarzy z Sylveco i po zużyciu tego kosmetyku na pewno do niego wrócę, ale produkt Herbal Garden jest również wart zainteresowania i myślę, że jeszcze nie raz po niego sięgnę. Produkt zakupiłam w sklepie zielarskim, lecz myślę, że jest także dostępny w wielu drogeriach oraz sklepach internetowych. Zarówno cena, jak i działanie bardzo zachęciły mnie do ponownego zakupu. Jeśli podobnie jak ja jesteście posiadaczkami cery tłustej/mieszanej ze skłonnością do niedoskonałości i szukacie produktu, który dogłębnie oczyści skórę, ten żel może okazać się dla Was idealny. Jeśli natomiast Wasza skóra jest sucha może być dla niej zbyt agresywny. Uważam jednak, że kosmetyk jest na tyle tani, że warto go przetestować.

Czy miałyście okazję stosować ten produkt? Jeśli tak to jakie są wasze wrażenie? Jesteście równie pozytywnie zaskoczone jego działaniem?

niedziela, 26 marca 2017

Luksusowe masło do dłoni miód i mleko Cuccio - kolejny kosmetyk na mojej czarnej liście.

Witajcie! W dzisiejszym wpisie chcę Wam przedstawić kosmetyk co do którego miałam wielkie oczekiwania, niestety bardzo mnie rozczarował. Firma Cuccio była mi jak dotąd zupełnie obca, jednak słyszałam o niej bardzo pochlebne opinie - głównie wśród kosmetologów. Zawsze używałam kremów do pielęgnacji dłoni z niższej półki - produkty z Garniera i Neutrogeny doskonale się u mnie sprawdzały, lecz postanowiłam zainwestować w kosmetyk z wyższej półki z nadzieją, że okaże się hitem. Nie wiem czy moja skóra jest tak bardzo wybredna czy ten produkt jest przereklamowany, ale ja niestety nie mogę go nikomu polecić. Jeśli jesteście ciekawi dlaczego, zapraszam do przeczytania dalszej części wpisu.


Krem mieści się w miękkiej tubce z zamknięciem typu klik utrzymanej w brązowo-żółtej tonacji. Takie opakowanie jest niezwykle poręczne, ułatwia dozowanie produktu. Żółty kolor kremu zdecydowanie kojarzy mi się z miodem. Jeżeli chodzi o konsystencję kosmetyku, nie jest ona ani za gęsta ani za rzadka - jak dla mnie w sam raz. Zapach również jest bardzo przyjemny - delikatny, niezbyt nachalny i co najważniejsze bardzo długo się utrzymuje.

Za opakowanie o pojemności 113g zapłaciłam 35zł. Kupiłam go w salonie kosmetycznym współpracującym z firmą, jednak jest on dostępny również w sklepie internetowym firmy Cuccio. 



Skład produktu:


Jeżeli chodzi o moją opinię, jestem bardzo rozczarowana działaniem produktu. Postanowiłam w niego zainwestować po zabiegu parafinowym, w celu podtrzymania jego efektów. Myślałam, że kremik sprawi, iż moja skóra na długo pozostanie zregenerowania i gładka. Tak się niestety nie stało... Niewątpliwym plusem kosmetyku jest jego błyskawiczne wchłanianie - krem nie jest lepki, nie pozostawia również tłustego filmu. Jego wydajność jest jednak bardzo przeciętna. Już pół godziny po zastosowaniu mam wrażenie, że moje dłonie potrzebują kolejnej porcji kremu - są przesuszone, co widać gołym okiem. Po jego regularnym używaniu moja skóra jest dużo bardziej szorstka, aniżeli po zastosowaniu tańszych kremów do rąk. Wszystkie bruzdy stały się bardziej widoczne a wiatr i niskie temperatury dodatkowo wzmagają negatywne efekty. Pomimo częstego stosowania produktu dłonie wyglądają na zaniedbane, co sprawia, że czuję się bardzo niekomfortowo. Efektu długotrwałego nawilżania i zregenerowania niestety nie zauważyłam. No i cena nie zachęca do zakupu - 35zł za krem do rąk o tak przeciętnym działaniu to dla mnie zdecydowanie za dużo. Myślę, że zostanę przy moich sprawdzonych, tańszych kremikach ;) 

Absolutnie nie skreślam firmy po przetestowaniu jednego kosmetyku. Oprócz opisanego produktu zdecydowałam się również na zakup masła do dłoni, stóp i ciała figa&granat z tej samej firmy. Od dziś zaczynam testowanie i na pewno podzielę się w Wami moimi wrażeniami. 

Mieliście okazję stosować ten krem? Jeśli tak, jaka jest Wasza opinia? Zapraszam do dyskusji :)

sobota, 18 marca 2017

Fluid normalizująco-matujący THALGO Pureté Marine.

Witajcie! W dzisiejszym wpisie chcę Wam przedstawić produkt, który stał się moim ulubionym kosmetykiem do pielęgnacji twarzy. Podczas ostatniej wizyty u kosmetyczki, dostałam dwie próbki fluidu normalizująco - matującego firmy THALGO. Wielokrotnie słyszałam o produktach tej marki, ale nigdy nie zdecydowałam się na ich zakup ze względu na bardzo wysoką cenę. Stawiałam raczej na kosmetyki z niższej półki, które niejednokrotnie okazywały się nietrafionym zakupem i trafiały głęboko do szuflady. Postanowiłam więc, że zainwestuję w jeden porządny krem, który sprosta wszystkim moim wymaganiom. Fakt, że byłam świeżo po zabiegu oczyszczania twarzy dodatkowo mnie do tego zmobilizował. 

Otrzymane próbki o pojemności 3 ml każda wystarczyły mi na tydzień stosowania raz dziennie - używałam go tylko rano pod makijaż, ponieważ na noc stosuję 30-dniową kurację w postaci eliksiru przeciwtrądzikowego z firmy Purles, o którym już niedługo będziecie mogli przeczytać na blogu. Produkt tak bardzo przypadł mi do gustu, że po tym czasie postanowiłam zainwestować w opakowanie pełnowymiarowe. Jeżeli jesteście ciekawi za co go polubiłam, zapraszam do przeczytania dalszej części wpisu.


Opis producenta:
PERFECT MATTE FLUID Fluid normalizująco-matujący. Preparat o lekkiej konsystencji i świeżym zapachu. Działa z podwójną mocą przeciw niedoskonałościom i błyszczeniu się skóry. Preparat zapewnia doskonale matową cerę przez 8 godzin, dzięki synergii działania kompleksu Acti'Sebum (oleista frakcja z pestek dyni) - wpływa na skład sebum, minimalizując efekt błyszczenia się skóry oraz alg Fucus Spiralis i Tetraselmis Chui, które regulują nadmierne wydzielanie sebum. Oligosacharydy z soczewicy poprawiają strukturę skóry, minimalizując widoczność porów. Kompleks Seve Bleue delikatnie nawilża skórę. Skóra odzyskuje świeży i matowy wygląd. 


Skład: Aqua (Water), Alcohol Denat., Dicaprylyl Carbonate, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Dimethicone, Glycerin, Cucurbita Pepo (Pumpkin) Seed Extract, Pentaerythrityl Distearate, Pentylene Glycol, Squalane, Algae Extract, Maris Aqua (Sea Water), Lens Esculenta (Lentil) Fruit Extract, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Sodium Polyacrylate, Phenoxyethanol, Parfum (Fragrance), Chlorphenesin, Dimethicone Crosspolymer, Cyclopentasiloxane, Potassium Cetyl Phosphate, Tocopherol, Trideceth-6, Polysorbate 60, Ethylhexylglycerin, Sodium Phytate, Sorbitan Isostearate, PEG/PPG-18/18 Dimethicone, Sorbitol, Lecithin, Zinc Gluconate, Xanthan Gum, Caprylyl Glycol, Alcohol, Glyceryl Caprylate, Phenylpropanol, Oleic Acid, CI 77491 (Iron Oxides), Zinc Chloride, CI 42090 (Blue 1). 


Jeżeli chodzi o opakowanie, ja zdecydowałam się na zakup produktu o pojemności 150 ml, za który zapłaciłam 195 zł. Ta pojemność jest dostępna jedynie w salonach kosmetycznych współpracujących z firmą. W sklepie internetowym THALGO dostępne jest opakowanie o pojemności 40 ml w cenie 120 zł. Cena większego opakowania była więc dla mnie niezwykle kusząca. Zakupiony przeze mnie produkt mieści się w miękkiej tubce z praktycznym zamknięciem typu "klik", dzięki czemu jego otwieranie zajmuje dużo mniej czasu, aniżeli odkręcanie tradycyjnej nakrętki. Opakowanie utrzymane jest w biało-szarej tonacji z delikatnym, błękitnym akcentem. Od razu przywodzi na myśli kosmetyki z linii profesjonalnej. Jeżeli chodzi o konsystencję kosmetyku, ma ona postać lekkiego kremu o jasnozielonym kolorze i cudownym, świeżym zapachu.


Przejdźmy teraz do najważniejszego, czyli do działania produktu. Kosmetyk stosuję od trzech tygodni i od tej pory nie zauważyłam na mojej twarzy ani jednego wyprysku, a posiadam skórę naprawdę skłonną do tego typu niespodzianek. Krem niezwykle łatwo się rozprowadza i wchłania w mgnieniu oka. Nie jest lepki, tłusty, nie roluje się, więc stanowi idealną bazę pod makijaż. Producent obiecuje, że krem minimalizuje widoczność porów i reguluje wydzielanie sebum i nie są to obietnice bez pokrycia, ponieważ krem doskonale spełnia te zadania. Skóra jest wygładzona, nie przetłuszcza się, a po jego zastosowaniu makijaż długo się utrzymuje. Przy regularnym stosowaniu pory stają się naprawdę mniej widoczne. Krem nie podrażnia i nie powoduje reakcji alergicznych. Pomimo tego, że reguluje wydzielanie sebum, nie powoduje nadmiernego przesuszenia skóry. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że jest ona dużo lepiej nawilżona. To kosmetyk, który idealnie się sprawdza zarówno jako baza pod podkład, jak również samodzielny krem. Cena faktycznie nie należy do najniższych, ale działanie produktu doskonale ją rekompensuje. Już teraz mogę stwierdzić, że nie żałuję tej inwestycji i na pewno sięgnę także po inne produkty tej firmy, bo warto w siebie inwestować! Po latach nasza skóra z pewnością nam się za to odwdzięczy. 

Czy miałyście okazję stosować ten krem? A może macie inne ulubione kosmetyki z firmy THALGO?

niedziela, 12 marca 2017

Tymiankowy żel myjący do twarzy Sylveco - za co go polubiłam ;)

Tak jak obiecałam, na moim blogu pojawiać się będzie więcej recenzji kosmetyków naturalnych. Po zakupie peelingu z korundem tak zaprzyjaźniłam się z firmą Sylveco, że postanowiłam zakupić kolejny produkt tej marki. Tym razem postawiłam na tymiankowy żel myjący do twarzy. To kosmetyk, który również okazał się strzałem w dziesiątkę! Kiedyś nie przywiązywałam tak dużej uwagi do składu i działania żelów myjących. Ich głównym zadaniem było dla mnie dokładne oczyszczenie twarzy, wolałam zainwestować w droższy krem. Po moich ostatnich przygodach z normalizującym żelem myjącym Ziaja Pro, który przesuszył moją skórę tak bardzo, że nie mogłam jej doprowadzić do wcześniejszego stanu, zaczęłam przywiązywać większą uwagę do kosmetyków tego typu. Na ratunek mojej twarzy przyszedł ten oto żel z firmy Sylveco, który z pewnością zostanie ze mną na dłużej. Jeżeli jesteście ciekawe szczegółów mojego testowania zapraszam do przeczytania dalszej części wpisu ;)


Opis producenta:
Hypoalergiczny, oczyszczający żel do mycia twarzy z kwasem jabłkowym o aktywnym działaniu wygładzającym i rozjaśniającym. Zawiera bardzo łagodny, ale jednocześnie skuteczny środek myjący, który nie podrażnia nawet najbardziej wrażliwej skóry. Usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum, delikatnie złuszcza martwy naskórek i reguluje procesy odnowy jego komórek. Żel został wzbogacony olejkiem i ekstraktem z tymianku, które posiadają właściwości przeciwzapalne i kojące. Systematyczne stosowanie pozwala zachować gładką, zdrową skórę o równomiernym kolorycie.

Skład: Aqua, Lauryl Glucoside, Glycerin, Thymus Vulgaris Extract, Panthenol, Malic Acid, Sodium Bicarbonate, Sodium Benzoate, Thymus vulgaris (Thyme) Oil.


Produkt mieści się w plastikowej, przezroczystej buteleczce dzięki której mamy możliwość kontrolowania ilości kosmetyków, która nam pozostała. Ogromnym plusem jest dla mnie dozownik typu pompka, który ułatwia wydobycie odpowiedniej ilości produktu i jest bardzo higieniczny - zapobiega przedostawaniu się bakterii do wnętrza opakowania. Jeżeli chodzi o jego szatę graficzną, jest bardzo minimalistyczna (charakterystyczne dla produktów tej firmy), utrzymana w biało-fioletowej tonacji. Żel ma żółte zabarwienie, dość gęstą konsystencję, która nie wylewa się z dłoni. W połączeniu z wodą tworzy delikatną emulsję, która nadmiernie się nie pieni, jednak doskonale rozprowadza się po skórze i jest na tyle wydajny, że już jedna pompka pozwala doskonale oczyścić twarz. 
Za opakowanie o pojemności 150 ml musimy zapłacić około 18 zł. Produkt jest dostępny w sklepie internetowym firmy Sylveco oraz w sklepach internetowych z kosmetykami naturalnymi, jak również sklepach zielarskich i aptekach.


Teraz najważniejsza kwestia, czyli działanie. Produkt doskonale oczyszcza twarz z zanieczyszczeń oraz resztek makijażu. Jest niezwykle delikatny. Nie powoduje podrażnień oraz reakcji alergicznych. Nie przesusza skóry, co jest dla mnie niezwykle istotne. Nie powoduje uczucia ściągnięcia. Polecam go posiadaczkom skóry suchej, chociaż ja jestem posiadaczką cery tłustej ze skłonnością do niedoskonałości i również świetnie się u mnie sprawdził. Nie powoduje nadmiernego przetłuszczania się skóry oraz powstawania zmian trądzikowych - wszystko dzięki ekstraktowi z tymianku, który posiada właściwości przeciwzapalne. Zauważyłam, że skóra stała się wyraźnie wygładzona. Jedynym minusem jest dla mnie bardzo intensywny zapach tymianku, do którego jednak szybko się przyzwyczaiłam.
Jeżeli szukacie dobrego żelu oczyszczającego, który nie podrażni Waszej wrażliwej skóry i nie spowoduje nadmiernego przesuszenia, polecam sięgnąć po ten produkt. Ja jestem bardzo zadowolona z jego zakupu.

Czy miałyście okazję stosować ten żel? A może stosowałyście rumiankową wersję produktu?