niedziela, 4 czerwca 2017

Niszcz pryszcz, czyli o współpracy z firmą KOSMETYKI DLA.

Przyszedł czas na podsumowanie kuracji produktami, które otrzymałam w ramach współpracy od firmy KOSMETYKI DLA. Na wstępie mojej recenzji chciałam bardzo podziękować firmie za możliwość ich przetestowania. Byłam zaskoczona kiedy otworzyłam paczuszkę i ujrzałam cudownie zapakowane produkty (z największą dbałością o każdy szczegół). 


Na mojej twarzy pojawiło się jeszcze większe zdziwienie, kiedy oprócz kosmetyków zobaczyłam herbatkę ziołową. Dodatkowo otrzymałam drogą mailową wiadomość z cennymi poradami dotyczącymi odżywiania się, które mogą korzystnie wpłynąć na stan mojej cery. Do testowania przystąpiłam z ogromnym entuzjazmem. jak już niejednokrotnie wspominałam, jestem właścicielką niezwykle kapryśnej cery - skłonnej do powstawania zmian trądzikowych, ale i do przesuszenia. Dlatego muszę bardzo uważać przy doborze kosmetyków pielęgnacyjnych. Miałam przeczucie, że produkty, które otrzymałam spowodują przełom w mojej walce z trądzikiem i nie myliłam się ani troszkę. Chciałam podkreślić, iż fakt, że produkty otrzymałam nie wpłynął w żaden sposób na moją ocenę, która jest rzetelna. Jeżeli chcecie poznać szczegóły testowania, zapraszam do przeczytania dalszej części wpisu. 


Do przetestowania otrzymałam następujące produkty:
- NISZCZ PRYSZCZ płyn do mycia twarzy bez użycia wody
- NISZCZ PRYSZCZ krem na noc
- Wiosenna herbatka ziołowa
Wszystkie produkty oferowane przez firmę są oparte na świeżych naparach ziołowych, co jest dla mnie ogromnym plusem w dobie kosmetyków przepełnionych chemią.




Opis producenta:
Ziołowy płyn oczyszczająco-normalizujący dla cery mieszanej, tłustej i z trądzikiem łojotokowym pojawiającym się niezależnie od wieku. Naturalne składniki aktywne zawarte w ziołach:
- dokładnie oczyszczają skórę
- zwężają pory
- normalizują wydzielanie sebum
- nawilżają
- usuwają wodoodporny makijaż
- łagodzą podrażnienia
 
Składniki wg INCI: 
Infusion of herbs,  Silver, Glycerin, Mandelic Acid , Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid

Opakowanie i konsystencja:
Kosmetyk mieści się w białej, nieprzezroczystej buteleczce z logo firmy. Szata graficzna opakowania jest bardzo minimalistyczna. Zamknięcie typu klik z dozownikiem sprawia, że jego otwieranie i zamykanie jest bardzo szybkie i nie musimy się martwić o to, że wylejemy za dużą ilość kosmetyku. Jeżeli chodzi o konsystencję, ma on formę toniku o lekko brązowym zabarwieniu. Zapach jest przyjemny, nienachalny, kojarzy mi się z ziołowymi naparami. Za opakowanie o pojemności 180g musimy zapłacić 27,90zł. Produkt jest dostępny w sklepie online (KLIK), jak również w sklepach stacjonarnych wskazanych na stronie internetowej firmy (KLIK).

Moja opinia:  
Kosmetyk wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Przecierałam skórę wacikiem nasączonym płynem dwa razy dziennie - rano i wieczorem, po wstępnym umyciu twarzy. Jest on na tyle delikatny, że nie spowodował u mnie absolutnie żadnych podrażnień. Doskonale usuwa pozostałości po makijażu (niestety nie miałam okazji sprawdzić jak radzi sobie z kosmetykami wodoodpornymi). Nie powoduje przesuszenia, co jest dla mnie niezwykle istotne. Szybko się wchłania, sprawiając, że skóra jest odświeżona i przygotowana do dalszego etapu pielęgnacji.
  

NISZCZ PRYSZCZ krem na noc


Opis producenta:
Krem na bazie świeżego odwaru z wierzby i naparu z krwawnika. 
Każdej nocy podczas snu krem:
- reguluje proces keratynizacji, udrażnia ujścia mieszków włosowych, przez co w efekcie zmniejsza ryzyko powstawania zaskórników
- hamuje rozwój bakterii
- zapewnia odbudowanie naturalnej bariery hydrolipidowej
- pobudza odnowę komórkową
- pozostawia skórę gładką, delikatną oraz doskonale nawilżoną

Składniki:
Infusion of Achillea Millefolium, Deoctum Salix Alba Bark, Cetearyl Alcohol, Borago Officinalis Oil, Simmondsia Chinensis Oil, Glycerin, Helianthus Annus Seed Oil, Glyceryl Stearate, Cetyl Alcohol, Ceteareth-18, Butyrospermum Parkii Butter, Allantoin, Panthenol, Lactic Acid, Parfum, Citronellol, Limonene, Hexyl Cinnamal, Geraniol, Linalool, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid


Opakowanie i konsystencja:
Krem mieści się w plastikowym opakowaniu z przezroczystym korkiem. Posiada dozownik w formie pompki, który pozwala na wydobycie odpowiedniej ilości produktu. Taka forma opakowania jest niezwykle higieniczna, ponieważ do środka nie docierają bakterie z zewnątrz. Nieprzezroczyste opakowanie sprawia, że nie możemy podejrzeć ile kosmetyku nam jeszcze pozostało, ale znalazłam na to metodę. Ustawiam opakowanie pod światło i wszystko idealnie widać. Pojemniczek mieści się dodatkowo w tekturowym kartoniku, który zawiera wszystkie najistotniejsze informacje począwszy od opisu produktu, aż po jego stosowanie i skład. Krem ma biały kolor i dość gęstą konsystencję, która nie sprawia jednak żadnego problemu w aplikacji. Zapach podobnie jak w przypadku opisanego powyżej płynu jest niezwykle delikatny i naturalny. Opakowanie o pojemności 30g kosztuje 28,50zł. Możemy go zamówić w sklepie online (KLIK) oraz w sklepach stacjonarnych wymienionych na stronie internetowej firmy (KLIK).

Moja opinia:
Jak już wiadomo, skóra najlepiej regeneruje się w nocy dlatego bardzo ucieszył mnie fakt, że krem na noc znalazł się w paczce z kosmetykami do testów. Nakładałam go wieczorem po przetarciu skóry płynem do mycia twarzy bez użycia wody. Kosmetyk bardzo dobrze się rozprowadza, szybko wchłania, nie pozostawia lepkiej ani tłustej warstwy. Nie powoduje także pieczenia i swędzenia, jak również żadnych zaczerwienień. Moja skóra różnie reaguje na kremy przeciwtrądzikowe. Czasami przynoszą one efekt odwrotny do zamierzonego, ale w tym przypadku tak nie było. Od razu moja skóra bardzo się z nim zaprzyjaźniła i przez cały okres stosowania kuracji nie zauważyłam ani jednej krostki. Ponadto odniosłam wrażenie, że nierówności skóry, które pozostały po trądziku również zostały wygładzone. 


Wiosenna herbatka ziołowa


Na mojej twarzy pojawiło się ogromne zdziwienie i radość, kiedy oprócz kosmetyków w przesyłce zobaczyłam herbatkę ziołową. Zawiera ona w swoim składzie pokrzywę, babkę szerokolistną i liść jeżyny. Zawsze niechętnie piłam tego typu herbaty, ale stwierdziłam, że może okazać się ona doskonałym uzupełnieniem całej kuracji i piłam przygotowany napar raz dziennie. Susz mieści się w papierowej torebce z logiem firmy i folią, przez którą możemy zobaczyć całą zawartość. Zamknięcie w formie klipsa sprawia, że nie musimy obawiać się o jej rozsypanie. Jedną łyżeczkę suszu umieszczałam w zaparzaczu, ponieważ nie lubię kiedy liście pływają w szklance. Całość zanurzałam w szklance gorącej wody i pozostawiałam pod przykryciem na 15 minut. Jej zapach jest ziołowy, bardzo przyjemny. Sporządzony napar ma żółto-zielone zabarwienie. W smaku herbatka jest dużo lepsza niż się tego spodziewałam. Osobiście lekko ją posłodziłam przed spożyciem. Myślę, że również przyczyniła się ona do poprawy stanu mojej cery. Od teraz na pewno częściej będę sięgała po wszelkiego rodzaju herbatki ziołowe.


Szczerze polecam Wam produkty firmy KOSMETYKI DLA.  Wcześniej firmę znałam jedynie z blogosfery, gdzie mogłam przeczytać wiele pozytywnych opinii na temat oferowanych przez nią produktów. Bardzo się cieszę, że miałam możliwość przetestowania tak wartościowych kosmetyków. Na pewno zakupię we własnym zakresie krem na dzień z tej samej serii. Z pewnością będzie on doskonałym uzupełnieniem kuracji, którą miałam przyjemność stosować w ostatnim czasie.

Czy miałyście okazję stosować produkty firmy KOSMETYKI DLA? Jeśli tak to jakie są wasze wrażenie? Zapraszam do aktywności w komentarzach :) 

poniedziałek, 22 maja 2017

Żel do mycia twarzy Pure Calmille Yves Rocher - kosmetyk do którego zawsze wracam :)

Jeżeli chodzi o produkty do mycia twarzy bardzo lubię testować nowości, lecz nie zawsze okazują się one dla mnie odpowiednie. Jestem posiadaczką cery dość wymagającej - trądzikowej, aczkolwiek skłonnej do przesuszenia. Staram się unikać produktów głęboko oczyszczających, które wywołują podrażnienia oraz nadmiernie wysuszają moją delikatną skórę. Z kolei produkty nawilżające i łagodzące często powodują wysyp zmian trądzikowych. Chciałam znaleźć kosmetyk idealny, który dokładnie oczyści skórę, lecz nie będzie dla niej zbyt agresywny. I w końcu udało się - jest nim żel do mycia twarzy Pure Calmille firmy Yves Rocher wzbogacony o wyciąg z rumianku. 


Opis producenta:
Kosmetyk do oczyszczania twarzy, idealny dla osób, które lubią myć twarz wodą - przejrzysty, zielony żel o kwiatowym zapachu po kontakcie z wodą zmienia się w piankę. Produkt skutecznie oczyszcza twarz, a dzięki zawartości ekstraktu z rumianku bio dodatkowo łagodzi skórę. Żel nie zawiera mydła, dzięki czemu oczyszcza twarz bez wysuszania skóry. Produkt testowany pod kontrolą dermatologiczną dla zminimalizowania ryzyka alergii.


Skład:
Aqua, Propylene Glycol, Sodium Laureth Sulfate, Butylene Glycol, Sodium Cocoamphoacetate, PEG-7 Glyceryl Cocoate, PEG-30 Glyceryl Laurate, Sodium Cocoyl Isethionate, Carbomer, Xanthan Gum, Parfum, Methylparaben, Imidazolidinyl Urea, Tetrasodium EDTA, Allantoin, Sodium Hydroxide, Linalool, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Cymbopogon Martini Oil, Chamomilla Recutita Flower Extract, CI 19140, CI 42090.


Jeżeli chodzi o opakowanie, kosmetyk mieści się w plastikowej, przezroczystej buteleczce, dzięki której mamy możliwość kontrolowania pozostałej ilości produktu. Zamknięcie typu klik sprawia, że jego otwieranie jest niezwykle wygodne. Bardzo podoba mi się szata graficzna, która jest niezwykle minimalistyczna i nawiązuje do kosmetyków naturalnych. Rumianek, który widnieje na opakowaniu sprawia, że od razu wiemy co jest głównym składnikiem kosmetyku. Produkt ma delikatnie zielony odcień i żelową konsystencję, która podczas kontaktu z wodą i masażu twarzy delikatnie się pieni. Jego zapach jest delikatny i niezwykle świeży (przywołuje na myśl wakacje). Cena regularna opakowania o pojemności 200ml to 21,00zł, jednak zarówno w sklepie internetowym, jak i sklepie stacjonarnym często można go upolować w promocji. 


Teraz przejdę do najważniejszego, czyli mojej opinii o kosmetyku. Jestem nim bardzo pozytywnie zaskoczona. To naprawdę doskonały produkt za niewygórowaną kwotę. Żel myjący stosuję dwa razy dziennie - rano i wieczorem po wcześniejszym demakijażu. Po jego zastosowaniu skóra jest doskonale oczyszczona, odświeżona i przygotowana do dalszej pielęgnacji. Co najważniejsze, nie powoduje podrażnień, uczucia ściągnięcia i nie szczypie w oczy. Uwielbiam stosować go rano, ponieważ orzeźwiający zapach kosmetyku pobudza do działania. Jego wydajność jest naprawdę imponująca. Aby dokładnie oczyścić całą twarz wystarczy jedynie odrobina produktu. 

Z tej samej serii dostępne są także inne produkty:
-  Mleczko + Tonik 2w1
-  Krem do twarzy i ciała na dzień
-  Chusteczki do demakijażu
Pierwszego z nich nie miałam okazji stosować, ale dwa pozostałe jak najbardziej polecam. Chusteczki do demakijażu są naprawdę genialne. Usuwają nawet wodoodporny makijaż. Kremik natomiast używam do  nawilżania ciała. Mam do niego ogromny sentyment. 

Miałyście okazję stosować kosmetyki z tej serii? Zapraszam do dyskusji ;)

sobota, 13 maja 2017

Serum pod oczy z algami morskimi i koenzymem Q10 Ava Laboratorium - moja pierwsza blogowa współpraca :)

Dziś przybywam do Was z recenzją serum pod oczy z algami morskimi i koenzymem Q10 Ava Laboratorium. Tę nowość mogłam przetestować dzięki uprzejmości firmy. To moja pierwsza blogowa współpraca, więc paczka z kosmetykiem sprawiła mi niezmierną radość. Okolice oczu to sfera, którą ostatnio troszkę zaniedbałam w codziennej pielęgnacji, czego efektem były drobne zmarszczki, więc podeszłam do testów z ogromnym zapałem i skrupulatnością. Myślę, że miesięczna kuracja to wystarczający czas po którym mogę przedstawić Wam jej efekty. Jeżeli jesteście ciekawi jak sprawdził się u mnie ten kosmetyk, zapraszam do przeczytania dalszej części wpisu. Fakt, iż otrzymałam produkt do testów w żaden sposób nie wpłynął na moją ocenę. 


Opis producenta: 

Opakowanie:
Produkt mieści się w złotej tubce, która jest dodatkowo zapakowana w kartonowe pudełeczko w tym samym odcieniu. Zamknięcie typu klik to dla mnie bardzo wygodna opcja. Oryginalnie jest one ofoliowane, dzięki czemu mamy pewność, że nikt wcześniej nie otwierał produktu. Kolorystyka sprawia, że kosmetyk wygląda bardzo ekskluzywnie. Na opakowaniu możemy odnaleźć wszystkie najistotniejsze informacje takie jak: opis produktu, sposób użycia oraz skład. Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona pojemnością tubki. Myślę, że 50 ml to rzadkość jeżeli chodzi o kremy pod oczy. Bynajmniej ja z tak dużym opakowaniem kosmetyków tego typu jeszcze się nie spotkałam, ale to jest dla mnie jak najbardziej na plus. Jeżeli chodzi o koszt kremu, musimy za niego zapłacić około 20 zł, więc myślę, że jest ona bardzo przystępna.

Skład:

Jeżeli chodzi o działanie produktu, jestem z niego bardzo zadowolona. Przy systematycznym stosowaniu skóra wokół oczu stała się nawilżona, wygładzona i wyraźnie ujędrniona. Bruzdy i drobne zmarszczki mimiczne zostały wygładzone. Stosowałam go dwa razy dziennie - rano i wieczorem. Serum bardzo szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy i nie roluje się, dzięki czemu spokojnie można je nakładać pod makijaż. Kosmetyk jest bardzo wydajny. Ma delikatny, piękny zapach, który trudno mi do czegokolwiek porównać. Jedyną jego wadą jest dla mnie fakt, że od razu po nałożeniu odczuwam lekkie pieczenie, które po chwili jednak ustępuje. Nie jest ono na tyle uciążliwe, abym musiała zaprzestać stosowanie serum.

Szczerze mówiąc, nie miałam nigdy okazji używać kosmetyków tej firmy. Na pewno jednak sięgnę ponownie zarówno po to serum, jak i po inne produkty, które oferuje. Chciałam bardzo podziękować firmie Ava Laboratorium za możliwość przetestowania tego produktu oraz zachęcić wszystkich do jego wypróbowania. Naprawdę warto!

Miałyście okazję testować już ten krem? A może polecacie inne kosmetyki firmy Ava Laboratorium? 

poniedziałek, 1 maja 2017

Masło do dłoni, stóp i ciała Figa&Granat - moje najnowsze odkrycie kosmetyczne.

Witajcie Kochani! Ostatnio rzadko wstawiam nowe recenzje, ale w najbliższym czasie obiecuję nadrobić zaległości, bo mam mnóstwo nowych produktów, które chciałabym Wam pokazać. Zapewne pamiętacie post, w którym opisywałam luksusowe masło do dłoni miód i mleko Cuccio. Jego recenzję możecie przeczytać TUTAJ. Produkt ten nie przypadł mi do gustu, jednak postanowiłam dać jeszcze jedną szansę kosmetykom tej firmy. Ze względu na to, że moje dłonie są bardzo podatne na przesuszenie postanowiłam zakupić produkt z tej samej kategorii - masło do dłoni, stóp i ciała Figa&Granat. Jak widać jest to produkt wielozadaniowy, jednak ze względu na zakupione przeze mnie małe opakowanie o pojemności 42g postanowiłam spożytkować je jedynie do nawilżania dłoni. Po tym jak ostatnio zawiodłam się na jednym z produktów firmy, byłam trochę sceptycznie nastawiona. Nie spodziewałam się żadnych spektakularnych efektów, jednak to masełko bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Jeżeli jesteście ciekawi czym wyróżniło się na tle innych produktów zapraszam do przeczytania dalszej części wpisu. 


Opis producenta:
Luksusowa pielęgnacja ciała, dłoni i stóp. Nawilża, odżywia i odbudowuje warstwę tłuszczową skóry, zapobiega jej pękaniu. Polecane dla osób korzystających z solarium. Ta intensywnie nawilżająca kuracja pozostawia jedwabistą i gładką skórę. Tworzy barierę ochronną przed działaniem czynników zewnętrznych. Głęboko nawilża i zapewnia skórze świeży i promienny wygląd.

Opakowanie:
Produkt mieści się w solidnie wykonanym, plastikowym, przezroczystym słoiczku z nakrętką, który pozwala kontrolować ilość pozostałego nam kosmetyku. Taka forma opakowania sprawia, że mamy możliwość wydobycia masełka do końca (bez obaw, że coś może się zmarnować). Po otwarciu nakrętki naszym oczom ukazuje się sreberko, które dodatkowo zabezpiecza kosmetyk i sprawia, iż możemy mieć pewność, że nikt wcześniej nie otwierał produktu. Jest to niezwykle istotne, ponieważ słoiczek nie jest dodatkowo zapakowany w żadne pudełeczko jak to bywa w przypadku niektórych produktów. Na słoiczku znajduje się skład produktu oraz informacja o jego przeznaczeniu i pojemności. Wieczko ozdabia grafika przedstawiająca figę oraz granat. Jeżeli chodzi o kosmetyki do rąk wolę opakowania w formie tuby z zamknięciem typu klik, które są dużo wygodniejsze i szybsze w otwieraniu, jednak do takiej formy szybko się przyzwyczaiłam, a w tym przypadku działanie doskonale rekompensuje ten drobny mankament. 


Jeżeli chodzi o cenę kosmetyku, za opakowanie o pojemności 42 g zapłaciłam 15 zł. Jest on bardzo wydajny, więc nie uważam tej kwoty za wygórowaną. Masło dostępne jest również w słoiczku o pojemności 226 ml, jednak nie jestem w stanie napisać Wam jaki jest jego koszt, ponieważ swój produkt zakupiłam w salonie kosmetycznym współpracującym z firmą, a na stronie internetowej Cuccio ceny są widoczne jedynie dla zalogowanych użytkowników.

Skład:
Aqua (Water) (EAU), Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice, Cyclopentasiloxane, Ethylhexyl (Octyl) Palmitate, Polysorbate-60 (Plant Derived), Panthenol (Pro-Vitamin B5), Glyceryl Stearate (Plant Derived), Isopropyl Palmitate (Palm Oil), Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyl Dimethyl Taurate Copolymer, Dimethiconol, Tocopheryl Acetate (Vitamin E Acetate), Wheat Amino Acids, Tritioum Vulgare (Wheat) Germ Oil, Sorbitol (Sugar Based), Sodium Cocoyl Amino Acids, Simmondsia Chinensin (Jojoba) Seed Oil, Ruscus Aculeatus (Butcher's Broom) Root Extract, Punica Granatum (Pomegranate) Oil, Punica Granatum (Pomegranate) Extract, Oleth-10, Linolenic Acid (Vitamin F), Linoleic Acid (Vitamin F), Hydrolyzed Yeast Protein, Hydrolyzed Hair Keratin, Hydrolyzed Glycosaminoglycans, Glycerin (Plant Derived), Ficus Carica (Fig) Extract, Cocoyl Sarcosine, Centella Asiatica (Gotu Kola) Extract, Calendula Officinalis (Marigold) Flower Extract, Ammonium Glycerrhizate, Aesculus Hippocastanum (Horse Chestnut) Extract, Acetamide MEA, Cetearyl Glucoside, Squalane, Cetearyl Alcohol (Plant Derived), Phenoxyethanol (Preservative), Fragrance (Parfum), Ethylhexylglycerin (Plant Derived Preservative) and Phenoxyethanol (Preservative), Red 33 (CI 17200).

 
Teraz przejdźmy do najważniejszego, czyli do działania produktu. Śmiało mogę stwierdzić, że jest to kosmetyk, który na stałe zagości w mojej kosmetyczce. Doskonale nawilża i regeneruje sprawiając, że dłonie stają się gładkie i miękkie. Nie pozostawia tłustego filmu, nie jest lepki i błyskawicznie się wchłania. Dodatkowo ma piękny zapach, który baaaardzo długo się utrzymuje i naprawdę można w nim wyczuć nuty figi i granatu. To zapach lekki i orzeźwiający, jak również niezbyt nachalny, idealny na okres wiosenno-letni. Posmarowane kosmetykiem dłonie pozostają nawilżone przez długi czas, nawet po umyciu sprawiają wrażenie idealnie gładkich. Jeżeli chodzi o jego konsystencję przypomina typowe masło do ciała. Tak jak wcześniej wspominałam wydajność produktu jest bardzo zadowalająca. Wystarczy jego odrobina, by posmarować całe dłonie. Małe opakowanie jest dużym plusem. Dzięki niemu kosmetyk zmieści się nawet w najmniejszej torebce i możemy mieć go zawsze przy sobie. To masełko to prawdziwa perełka kosmetyczna. W najbliższym czasie planuję zakupić opakowanie o większej pojemności, ponieważ moje ciało również potrzebuje intensywnego nawilżenia i odżywienia.

Czy miałyście okazję stosować to masełko? A może macie inne ulubione produkty marki Cuccio?

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Rokitnikowa pomadka ochronna Sylveco.

Witajcie po dłuższej przerwie! Jak już wiecie od niedawna jestem fanką kosmetyków marki Sylveco. Tym razem postanowiłam sięgnąć po rokitnikową pomadkę ochronną o zapachu cynamonu. Zarówno w okresie zimowym, jak i letnim pomadki są moim absolutnym niezbędnikiem i nie rozstaję się z nimi na krok. Moje usta strasznie wysychają i pękają, dlatego jestem szczególnie wymagająca jeśli chodzi o tego rodzaju kosmetyki. Dotychczas używałam przede wszystkim pomadek Nivea oraz Neutrogena. Byłam zadowolona z ich działania, jednak postanowiłam spróbować czegoś nowego i ten produkt okazał się strzałem w dziesiątkę. Jeżeli chcecie poznać szczegóły mojego testowania zapraszam do przeczytania dalszej części wpisu. 


Opis producenta:
Rokitnikowa pomadka ochronna o zapachu cynamonu znakomicie nawilża i natłuszcza usta, zapobiega ich pękaniu i wysychaniu. Doskonale chroni przed słońcem, wiatrem i mrozem. Zawiera bogaty w witaminy i przeciwutleniacze olej rokitnikowy, sprawiając, że usta są odżywione, miękkie i elastyczne. Aktywny składnik – betulina – działa kojąco i regenerująco na podrażnienia, łagodzi objawy opryszczki. Pomadka posiada delikatny zapach cynamonu.

Skład:

Pomadka ma formę wygodnego sztyftu mieszczącego się w plastikowym pojemniczku, który ponadto jest zapakowany w tekturowe opakowanie utrzymane w biało-pomarańczowej tonacji i zawierające podstawowe informacje o produkcie (również ciekawostkę o rokitniku, który jest składnikiem produktu).


Plastikowe opakowanie nie sprawia wrażenia zbyt wytrzymałego, ale nie miałam takiej sytuacji, aby zostało uszkodzone (w internecie czytałam wiele takich opinii). Być może powodem tego był sposób przechowywania - pomadkę trzymałam w osobnej kieszonce torebki, gdzie nie była szczególnie narażona na zgniecenie, nie zdarzyło mi się również aby upadła. Sam sztyft ma intensywny żółty kolor przypominający wosk pszczeli, który nie zabarwia jednak ust. Jeżeli chodzi o zapach, nie wyczułam tutaj cynamonu. Jest on dość specyficzny, trudny do określenia. Na pewno trzeba się do niego przyzwyczaić. 

Produkt zakupiłam w sklepie zielarskim, jednak jest on również dostępny w sklepie internetowym firmy, jak również w wielu aptekach. Za opakowanie o pojemności 4,6 g musimy zapłacić około 10zł, więc jej cena nie odbiega szczególnie od cen innych pomadek.


Z działania produktu jestem bardzo zadowolona. Pomadka spełnia wszystkie moje oczekiwania. Doskonale natłuszcza i odżywia nawet bardzo przesuszone usta. Efekt nawilżenia jest odczuwalny zaraz po zastosowaniu. Jest on długotrwały, dzięki czemu nie musimy co chwila sięgać po pomadkę. Jej wydajność jest dzięki temu bardzo zadowalająca. Po jej użyciu usta są ładnie nabłyszczone, wyglądają jak po zastosowaniu bezbarwnego błyszczyka. Stosuję ją również pod kolorową szminkę. Doskonale wygładza usta, dzięki czemu kolorowe kosmetyki znacznie lepiej się prezentują. Jedynie w kwestii zapachu byłam trochę rozczarowana. Nie dlatego, że jest on nieprzyjemny. Po prostu wyobrażałam sobie, że będzie to aromat mojego ulubionego cynamonu, a ten w niczym go nie przypomina. Za to daję więc malutki minusik. Pozytywnie zaskoczył mnie natomiast skład kosmetyku, który jest naprawdę naturalny. Być może dlatego moje usta tak bardzo się z nim polubiły. Pomadka nie jest zbyt miękka, dzięki czemu nie kruszy się ani nie łamie podczas aplikacji. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że stan moich ust bardzo się poprawił. Nie łuszczą się i nie pękają tak jak dawniej. To kosmetyk, który mogę Wam szczerze polecić :)

Oprócz opisanej przeze mnie pomadki rokitnikowej w asortymencie firmy jest dostępna także brzozowa pomadka ochronna z betuliną oraz odżywcza pomadka z peelingiem. Wersja peelingująca szczególnie mnie zaciekawiła i zastanawiam się nad jej zakupem. 

Czy miałyście okazję stosować pomadki ochronne tej firmy? Byłyście z nich równie zadowolone czy nie przypadły Wam do gustu?